Polska

Dyrektor francuskiego SACEM (odpowiednik polskiego ZAiKS) lobbował za poparciem ACTA 2 w Polsce!

ENGLISH VERSION

Cześć!

Dzisiaj przedstawiamy interesujący wywiad, który przetłumaczyliśmy z francuskiego „News Tank Culture”. W wywiadzie z dyrektorem francuskiego SACEM (odpowiednik polskiego ZAiKS) pojawia się kilka ciekawostek. Choćby taka, że początkiem września Pan Jean-Noël Tronc podróżował do Polski, aby bezpośrednio wpłynąć na głos polskich eurodeputowanych. Jak utrzymuje Pan Jean-Noël Tronc, w wyniku tej „kampanii” 19 polskich posłów do Parlamentu Europejskiego zmieniło zdanie i finalnie opowiedzieli się oni ZA przyjęciem #ACTA2 przez PE.

 

Dyrektywa o prawie autorskim: „Musimy pozostać zaangażowani. Decyzja jeszcze nie zapadła”

Paryż – 18.09.2018

Nie zapominajmy, że tekst (dotyczący dyrektywy o prawie autorskim) przyjęty 12 września to kompromis. Gdyby tak nie było, nie zostałby on przyjęty. Polski wiceminister, z którym rozmawiałem, określił to jasno: jeżeli 100% polskich eurodeputowanych głosowało przeciwko, bądź walczyło z tesktem dyrektywy w lipcu 2018, to nie było to spowodowane wyłącznie lobbowaniem ze strony Google, lecz również tym, że proponowana wersja posuwała się znacznie dalej, niż ustalono przez kraje w Radzie. W 24 artykułach tego tekstu znajdują się aspekty, które nie są satysfakcjonujące dla świata kultury. Musimy mieć nadzieję na naprawienie tego podczas trialogu” – oświadczył Jean-Noël Tronc, dyrektor SACEM (Society of Authors, Composers and Publishers of Music) w wywiadzie dla News Tank 18 września 2018.

Jean-Noël Tronc wraca do przyjęcia tekstu w Parlamencie Europejskim w dniu 12 września i do tego, jak zmieniła się sytuacja od czasu jego odrzucenia 5 lipca. Wspomina również o następujących kwestiach, które dotyczą nadchodzącego trialogu: Musimy pozostać zaangażowani. Decyzja jeszcze nie zapadła. Mam nadzieję, że dyskusja zostanie przeprowadzona bez antydemokratycznych nacisków z zewnątrz. Nie zapominajmy, że odrzucenie dyrektywy 5. lipca nastąpiło prawie 6 lat po tym, jak w Parlamencie Europejskim, na etapie ratyfikacji doszło do masowego odrzucenia traktatu ACTA dotyczącego zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Poza tym w Polsce mówi się o głosowaniu w sprawie „ACTA 2”, co dość wyraźnie pokazuje, w jaki sposób sprawy są w dalszym ciągu interpretowane, podczas gdy sam tekst, w swojej istocie, nie ma z tym nic wspólnego

Jak przyjęliście państwo wyniki głosowania Parlamentu Europejskiego nad ustawą o prawie autorskim 12. września?

Wściekłość o artykuł 13. miała również na celu obalenie artykułu 11.

Oczywiście nam ulżyło. Tym bardziej, że kwestie związane z tym głosowaniem wykraczały poza to, czego ono dotyczyło – przede wszystkim prawa autorskiego oraz wynagrodzeń dla twórców. Głosowanie to ma również decydujące znaczenie dla mediów i wszystkie kwestie odnoszą się do tego. I choć niestety często atakuje się prawa autorskie pod pozorem walki z cenzurą, to z drugiej strony Google oraz Facebook nie są w stanie tak łatwo atakować prasę bezpośrednio. Wściekłość o artykuł 13. miała również na celu obalenie artykułu 11. (przewidującego wprowadzenie prawa pokrewnego dla wydawców prasowych).

Przypomnijmy, że Hiszpanie kilka lat temu próbowali przyjąć takie rozwiązanie, lecz wtedy Google zagroził usunięciem odnośników do stron prasowych, zmuszając rząd do wycofania się. Podobnie w Niemczech, gdzie kanclerz Angela Merkel głosowała za odrzuceniem podobnej ustawy, co do której Google był również przeciwny. Obecnie, jeżeli chodzi o tekst tej dyrektywy, zajmujemy się niezwykle poważnymi kwestiami i ta walka nie jest skończona. Musimy pozostać zaangażowani, tym bardziej, że ponownie rozpoczęła się kampania dezinformacyjna.

W jaki sposób wytłumaczy pan zwrot sytuacji po negatywnym głosowaniu w parlamencie 5 lipca?

Spośród 51 polskich eurodeputowanych nikt nie zagłosował za dyrektywą w lipcu. Ostatecznie, 12 września było 19 głosów poparcia.

Są trzy powody, które w mojej ocenie mogą wyjaśnić to zjawisko. Z jednej strony wydaje mi się, że kampania informacyjna oraz edukacyjna, prowadzone przez branżę kulturalną, przyniosły efekty. Również i ja, tydzień po głosowaniu 5 lipca, zmobilizowałem wszystkich moich kolegów z organizacji zbiorowego zarządzania w Europie. Wszyscy doszliśmy do wniosku, że silna mobilizacja była konieczna. Krok po kroku, wspólnie z różnymi przedstawicielami europejskich twórców, prowadziliśmy kampanię, tworzyliśmy inicjatywy i uwrażliwialiśmy w związku z tym problemem. Jednym z elementów był talk-show, którego autorem jest Sammy Ketz (reporter oraz szef Francuskiej Agencji Prasowej w Bagdadzie), który przetłumaczony na wiele języków miał ogromne znaczenie. Prowadziliśmy również walkę w krajach, w których głosowanie nie zostało rozstrzygnięte na korzyść. Na przykład w Polsce, dokąd udałem się początkiem września na debatę z twórcami, z przedstawicielami Google, lecz również z polskim ministrem odpowiedzialnym za dyrektywę. Spośród 51 polskich eurodeputowanych nikt nie zagłosował za dyrektywą w lipcu. Ostatecznie 12 września było 19 głosów poparcia, włączywszy w to urzędnika zbliżonego do Zielonych, który wcześniej poparł stanowisko, którego broniła Julia Reda. Seria naszych działań zakończyła się ruchem w Strasburgu przed Parlamentem Europejskim i katedrą, wraz z artystami z rozlicznych branż i pochodzącymi z wielu krajów.

Jednocześnie „obywatelska mobilizacja” Partii Piratów w dniu 26 sierpnia zdołała poruszyć jedynie niewielką część zainteresowanych – niespełna 800 osób na ulicach 11 europejskich stolic, podczas gdy chwalili się oni, że stoi za nimi milion obywateli. To ostatecznie pokazało kim oni są w rzeczywistości: bardzo małą grupą, która posiadając wybranego posła w Parlamencie Europejskim, broni punktu widzenia tylko niewielkiej mniejszości w Europie.

Drugie wyjaśnienie bierze się z ogromnych ruchów mających miejsce w konkretnych krajach – tutaj najlepszym przykładem może być Francja. Prezydent Emmanuel Macron wielokrotnie przypominał w swoich publicznych wystąpieniach jak istotna jest ta walka. Francoise Nyseen bardzo się zaangażowała, podobnie jak Nathalie Loiseau, minister do spraw europejskich. Niezbędna okazała się ogólna mobilizacja w tak krytycznym okresie, jak ten, przez który musieliśmy przejść.

Jean-Mari Cavada odegrał kluczową rolę, ponieważ podczas ostatniej prostej tego wyścigu, pojawiło się napięcie, nawet wśród eurodeputowanych, którzy popierali artykuły 11. oraz 13.

Trzecim powodem było to, że eurodeputowani wzięli na siebie odpowiedzialność i w pełni zrozumieli sytuację. Sondaż przeprowadzony przez Harris Interactive przeanalizował odpowiedzi 6600 osób w 8 krajach UE i pokazał, że 2/3 obywateli sądzi, że giganci technologiczni są dużo bardziej potężni niż instytucje europejskie. 61% wierzy, że ingerują oni w sposób, w jaki realizowana jest demokracja. Było to bardzo pomocne w zrozumieniu dlaczego konieczne należało się przeciwstawić postępującemu zatorowi demokratycznemu w parlamencie. Na koniec chciałbym podkreślić kluczową rolę, jaką odegrał Jean-Marie Cavada, ponieważ podczas ostatniej prostej tego wyścigu, pojawiło się napięcie, nawet wśród eurodeputowanych, którzy popierali artykuły 11. oraz 13. W dzień głosowania poprosił swoją grupę polityczną, aby głosowano za dyrektywą i w pełni poparto tekst zaproponowany przez EPP. Zasługuje to na pochwałę i pomogło w uzyskaniu znacznej większości podczas głosowania. Możemy mu zatem serdecznie podziękować.

Czy ten tekst został w pewnym zakresie zmieniony w niewłaściwy sposób?

Nie zapominajmy, że tekst (dotyczący dyrektywy o prawie autorskim) przyjęty 12 września to kompromis. Gdyby tak nie było, nie zostałby on przyjęty. Polski wiceminister, z którym rozmawiałem, określił to jasno: jeżeli 100% polskich eurodeputowanych głosowało przeciwko, bądź walczyło z tesktem dyrektywy w lipcu 2018, to nie było to spowodowane wyłącznie lobbowaniem ze strony Google, lecz również tym, że proponowana wersja posuwała się znacznie dalej, niż ustalono przez kraje w Radzie. W 24 artykułach tego tekstu znajdują się aspekty, które nie są satysfakcjonujące dla świata kultury. Musimy mieć nadzieję na naprawienie tego podczas trialogu

Które z nich?

Wprowadzono wiele wyjątków, takich jak eksploracja danych. Ponadto pojawiła się poprawka, która ma na celu chronić innowacyjność, wyłączając małe i średnie przedsiębiorstwa spod prawa autorskiego. SACEM zawsze towarzyszył im w ich rozwoju, wprowadzając rozwiązania dostosowane do ich modeli ekonomicznych, co może podkreślić na przykładzie Deezera, który rozpoczął dzialalność w 2004 dzięki umowie z SACEM. Znajdujemy się w centrum innowacji i jest to tym bardziej sprawa priorytetowa – weźmy przykład blockchain, na którym jako pierwsi eksperymentowaliśmy przez ponad rok. Ale jak to ma miejsce w przypadku wszystkich wyjątków, również teraz musimy być wyczuleni na struktury, których one dotyczą.

Ta dyrektywa dotyczy zarówno całej cyfrowej suwerenności, jak i suwerenności kulturowej

Jeśli mówimy o innowacyjności, Google prawdopodobnie zniszczyłby europejskie przedsiębiorstwa innowacyjne takie jak Qwant, osłabiając jednocześnie część europejskiego przemysłu kulturalnego. Niektórzy obracający się w dziedzinie innowacji i nowych technologii są zaniepokojeni, może nawet bardziej, z powodu nadużywania pozycji i siły przez pewnych cyfrowych gigantów. Ale nie oznacza to, że byli oni zadowoleni z tekstu dyrektywy. Musieliśmy z nimi rozmawiać i wyjaśniać. Mówię im: między Europejczykami walczmy razem, ale nie jeden przeciwko drugiemu.

Jak wytłumaczy Pan silny sprzeciw zauważalny w przemyśle muzycznym wobec artykułu 13.?

Jest wiele walk, gdzie niestety przemysł staje się swoim własnym wrogiem. Potrzebujemy jednak jedności i myślenia strategicznego. Pozwolicie Państwo, że nie będę komentował tego, co zostało powiedziane tu i ówdzie, aby nie powodować jeszcze większego podziału w tej sprawie.
Tendencją wszystkich osób zaangażowanych w obszary kulturowe jest samodzielne przedstawianie własnego punktu widzenia. Ten brak zjednoczenia nie pomógł zrozumieć sytuacji i częściowo wyjaśnie niepowodzenie w głosowaniu 5 lipca. Uważam, że obecna kampania przybliżyła nas do siebie.

Jakie są kolejne kroki związane z dyrektywą?

Trialog pomiędzy Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim oraz krajami członkowskimi zacznie się już wkrótce. Tekst powróci w celu ostatecznej ratyfikacji przez PE i poddany zostanie głosowaniu na sesji plenarnej. Musimy pozostać zaangażowani. Decyzja jeszcze nie zapadła. Mam nadzieję, że dyskusja zostanie przeprowadzona bez antydemokratycznych nacisków z zewnątrz. Nie zapominajmy, że odrzucenie dyrektywy 5. lipca nastąpiło prawie 6 lat po tym, jak w Parlamencie Europejskim, na etapie ratyfikacji doszło do masowego odrzucenia traktatu ACTA dotyczącego zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Poza tym w Polsce mówi się o głosowaniu w sprawie „ACTA 2”, co dość wyraźnie pokazuje, w jaki sposób sprawy są w dalszym ciągu interpretowane, podczas gdy sam tekst, w swojej istocie, nie ma z tym nic wspólnego. Ważny krok został zrobiony 12 września, ale to jeszcze nie koniec.

Dodaj komentarz