stopacta2, acta2, saveyourinternet, #stopacta2, #acta2, #saveyourinternet, cenzura internetu,

Subiektywnie o ACTA2 i stopACTA2

Gdy 20. czerwca informacja o przegłosowaniu projektu JURI obiegła Europę, polski internet zamarł. Jak zawsze w takich sytuacjach, gdy sieci zagraża realne niebezpieczeństwo, nastąpiła momentalna mobilizacja. Zaledwie po 9 dniach w naszym kraju odbyło się kilkanaście protestów, a siła hasła #stopACTA2 wyniosła 2,3 mln wyświetleń pomimo braku wsparcia głównych mediów. To dlatego, że do akcji #stopACTA2 włączyły się niezliczone mniejsze portale, których być albo nie być zależy od tego, czy projekt JURI wejdzie czy nie.

Wspólny wysiłek niezależnych mediów i społeczności YouTube’a, Wykopu, Facebooka, CDA, Twittera czy Instagrama oraz wielu innych, a finalnie polskiej części Wikipedii spowodował, że ani jeden z 51 polskich europosłów nie odważył się zagłosować za przyjęciem projektu JURI, a wielu z nich wręcz z entuzjazmem mówiło o konieczności przeciwstawienia się cenzurze internetu i zagrożeniu wolności słowa.

Ta wspólna akcja polskiego „internetu”, czyli nas wszystkich, przechyliła szalę i zdecydowała o odrzuceniu projektu JURI.

Geneza nazwy stopACTA2

Gdy 20 czerwca dowiedzieliśmy się o zagrożeniu – nie miało ono jeszcze nazwy. Roboczo zaproponowałem nazwę EPICA od European Parliament Internet Censorship Act. Jednak nazwa ta mogła wprowadzać zamieszanie z uwagi na fakt, iż używał jej już pewien zespół muzyczny. Dlatego następnego dnia nasza grupa poprzez głosowanie zadecydowała, że zastąpi je hasłem stopACTA2 nawiązującym do ruchu „Nie dla ACTA” z 2012, z którego część najbardziej aktywnych osób w naszej grupie się wywodziła.

ACTA2 w głosowaniu 5 lipca, a ACTA2 w głosowaniu 12 września?

W 2012 roku sprawa była prosta – ACTA była umową międzynarodową, a decydentem rząd RP. Zarówno zagrożenie jak i wróg byli jasno sprecyzowani. Rząd decydował w 100%, czy jedyny istniejący projekt umowy międzynarodowej ACTA wejdzie w życie czy nie – w konsekwencji akcja skierowana była na nasze lokalne podwórko. Później została podchwycona i wykorzystana lokalnie w innych państwach UE.

Z ACTA2 sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana. Projekt dyrektywy w sprawie praw autorskich an jednolitym rynku cyfrowym w pierwszym etapie niezależnie od siebie przygotowują trzy ciała Unii Europejskiej, tj. Komisja Europejska, Parlament Europejski i Rada Europejska. Każda swój własny.
Decyzja odnośnie ostatecznej wersji należeć będzie zatem do połączonych ciał (KE) urzędników europejskich, wśród których Polaków jest niewielu oraz (RE) rządów 28 państw, wśród których Polska ma 1 głos i (PE) od 751 europosłów, wśród których jest 51 Polaków.

W 2016 „I” wersję projektu przygotowała Komisja Europejska. W maju 2018 RE przygotowała swoją wersję projektu. Przetłumaczona na polski została tylko wersja „KE”.
W czerwcu 2018 wersję dla Parlamentu Europejskiego przygotowała Komisja JURI (brak polskiej wersji językowej). 5 lipca Parlament Europejski miał podjąć decyzję czy projekt JURI będzie oficjalnym stanowiskiem PE.

Wersja JURI zakłada radykalne zmiany w podejściu do własności treści i sposobów jej wykorzystania i egzekwowania. Oznacza drastyczną zmianę w funkcjonowaniu internetu – oddaje korporacjom mechanizmy wykorzystywane tylko przez państwa totalitarne, takie jak choćby zmiana zasad linkowania przez zakaz umieszczania w linku czegokolwiek poza samym adresem URL czy nakaz podłączenia każdego portalu pod infrastrukturę mechanizmów cenzurujących, które czytałyby nasze posty przed publikacją i usuwały z nich treści, które uznałyby, za łamiące prawa autorskie (w tym. nawet opiniowane przez nas wyrywki artykułów prasowych). Ten ostatni fragment łamie polską konstytucję w Art. 54, który zakazuje prewencyjnej cenzury w środkach społecznego przekazu.

Do 5 lipca Parlament Europejski miał zdecydować czy projekt przejdzie w całości, czy zostanie poddany poprawkom. Głosowanie miało tylko dwie opcje – albo ZA projektem, albo PRZECIWKO projektowi. Sprawa była na tyle jasna, że na tamten moment za ACTA2 uważaliśmy całą Dyrektywyę w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym wg. projektu Komisji JURI.
W wyniku szeroko zakrojonych akcji protestacyjnych w całej Europie, a w szczególności w Polsce odnieśliśmy duży sukces. Projektu nie poparli polscy europosłowie i został odrzucony – skierowany do poprawek.

12. września Parlament Europejski przegłosuje ostateczne stanowisko ws. projektu dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Do 5. września europosłowie mają czas na przygotowanie własnych projektów lub poprawek. Następnie 12. września w trakcie posiedzenia plenarnego posłowie będą głosować nad projektem dyrektywy indywidualnie per artykuł – mając do wyboru wersję KE 2016, wersje RE, wersję JURI oraz inne wersje, którą poznamy dopiero po 5. września.

Tutaj sprawa mocno się komplikuje, ponieważ nie znamy jeszcze wszystkich wersji projektu lub artykułów, a dodatkowo zwolennicy radykalnej dyrektywy JURI będą jednogłośnie głosowali za artykułami projektu JURI – pozostali mogą się rozproszyć po różnych propozycjach. Żeby temu zapobiec z pomocą przychodzą analitycy, lobbyści oraz takie ruchy jak stopACTA2, które po dokonaniu wspólnej analizy wskazują jeden konkretny artykuł, który uznają za właściwy – dzięki temu zwolennicy liberalnych zapisów nie marnują rozproszonych głosów, a kumulują je wszystkie na jednej konkretnej propozycji.

Czym więc jest teraz ACTA2?

Wersji tego czym jest ACTA2 jest wiele. W naszej grupie jedni (bardziej radykalni) uważają, że dotyczy całej dyrektywy. Drudzy (bardziej umiarkowani), że tylko jej części. Wszyscy razem jednak współpracujemy, ponieważ co do zasady zgadzamy się, że największym zagrożeniem jest ta część dyrektywy, która będzie skutkowała wprowadzeniem mechanizmów znanych z systemów totalitarnych.

Niektórzy z nas, w tym ja, są zdania, że dyrektywa zostanie przyjęta, ponieważ istnieje potrzeba na uregulowanie zasad własności i procesów jej egzekwowania na międzynarodowym medium jakim jest internet.

Twórcom brakuje dzisiaj wsparcia w egzekwowaniu praw do swojej własności. Dla przykładu polski twórca, który rozpozna swoją własność wykorzystywaną w celu komercyjnym przez podmiot na rynku zagranicznym, jest zmuszony walczyć samemu w zagranicznym sądzie o swoje prawa (co wymaga zatrudnienia zagranicznego adwokata). Dyrektywa ma w tym pomóc przez ujednolicenie nakazując państwu pomoc w tym zadaniu, a docelowemu państwu członkowskiemu respektowanie tego prawa wg. zasad dyrektywy.

Nie chcę z tym walczyć. Rozumiem potrzebę twórców. Mają prawo do swojej własności. Nie mogą jednak bezkrytycznie sprzedawać naszej wolności – w tym swojej – za obietnicę prawnego wsparcia, tym bardziej, że w takiej sytuacji sami stracą więcej finansowo niż zyskają – chyba, że chcą zostać twórcami reżimowymi, niczym w Korei Północnej – ale nie oszukujmy się – nasze doświadczenia historyczne pokazują jakich twórców społeczeństwo szanuje.

Z tego punktu widzenia ACTA2 to wszystkie propozycje artykułów, które dopuszczają cenzurowanie.

Największym obecnie zagrożeniem dyrektywy jest Art. 13, który w każdej z wersji nakazuje dostawcom treści w internecie podłączenie swoich portali pod infrastrukturę cenzurującą – treści uznane za łamiące prawa autorskie (w tym naszych komentarzy jako użytkowników tych portali).

Gdy podłączymy wszystkie portale pod tę infrastrukturę, nie będzie już odwrotu. Nie cofniemy tego. Dzisiaj może ona cenzurować tylko własność twórców (chociaż i dzisiaj udostępnienie takiej własności grozi konsekwencjami prawno-finansowymi dlatego nie jest ona udostępniana masowo). Jutro może dotyczyć np. poprawności politycznej. Infrastruktura już będzie. Precedens cenzury także.

Pamiętajmy, że jest to dyrektywa. Zostanie ona włączona do porządku prawnego każdego z 28 państw członkowskich przez ustawy krajowe. Te prawa będą minimalnie różniły się od siebie, ale dyrektywy charakteryzują warunki brzegowe, które spełnić trzeba pod warunkiem sankcji finansowych, np. kilkanaście tysięcy euro dziennie kary za niewdrożenie, a czy zostały one spełnione decydować będzie TSUE.

Dlatego tak ważne jest, abyśmy protestowali przeciwko art. 13 i manifestowali za przyjęciem konkretnych, wskazanych przez reprezentujące nas stowarzyszenia ekspertów wersje zapisów, niezależnie od tego, czy jesteśmy twórcami, użytkownikami czy zwolennikami jakiejś konkretnej opcji politycznej.

W tym miejscu proszę wszystkich organizatorów i uczestników o wyważenie. Każdy z nas ma jakieś przekonania, ideologie i interesy, ale zagrożenie dotyczy nas wszystkich. ACTA2 nie jest pretekstem do realizacji własnych idei uderzania w Unię Europejską. Może się takim stać, jeśli dyrektywa zostanie uchwalona, ale wtedy będzie już dla wszystkich za późno. Nie jest pretekstem do promowania własnych opcji politycznych, partii politycznych czy stowarzyszeń. Chociaż udział oraz wsparcie partii i stowarzyszeń na pewno zostaną docenione.
stopACTA2 to ruch społeczny, którego hasłem od początku było „ponad podziałami przeciwko cenzurze, dla wolności słowa”. Skoncentrujmy się na tym.

Internecie! Wzywamy Cię do działania. Stań w obronie wolności słowa. Stań przeciwko cenzurze. Złączmy się pod hasłem #stopACTA2 – by powiedzieć stop zapisom wprowadzającym cenzurę do dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym!

 

Jest to moja subiektywna opinia jako jednego z administratorów www.stopacta2.org i Fanpage StopACTA2.Poland oraz aktywnego członka ruchu stopACTA2. W żadnym wypadku nie dotyczy wszystkich w ruchu #stopACTA2.

Pozdrawiam wszystkich obrońców wolności słowa!
Amaru Szakur

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Kontynuując korzystanie ze strony, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie internetowej są ustawione na "zezwalaj na pliki cookie", aby zapewnić Ci jak najlepsze wrażenia z przeglądania. Jeśli nadal używasz tej witryny bez zmiany ustawień plików cookie lub klikniesz "Akceptuj" poniżej, to wyrażasz na to zgodę.

Zamknij